niedziela, 8 września 2013

4| kilometry za, metry przed sobą



Mój głos echem rozchodzi się po pustych pomieszczeniach mieszkania.
- Ogrzewanie centralne, widok na uroczy park oraz bliskość strategicznych punktów miasta powoduje, że jest to bardzo atrakcyjne miejsce do zamieszkania. Zwłaszcza dla tak uroczej kobiety jak pani. - Uśmiecham się z czystej uprzejmości, chociaż najchętniej wyrzuciłabym tego pośrednika za drzwi i z wielką ulgą odetchnęła, że nie czuję już jego oddechu na swoim ramieniu.
- Rozważę tą propozycję. Muszę to przemyśleć, z pewnością się odezwę na dniach.
- Oczywiście. Może da się pani w takim razie zaprosić na kawę?
- Przykro mi, ale się śpieszę.
- W takim razie zaproponuję pani podwiezienie.
- Nie, dziękuję.  Zaraz powinien pojawić się mój brat. - Zerkam nerwowo na zegarek i za okno, gdzie w szybkim tempie zapadała noc. Wieczorne godziny nie były najlepszym pomysłem na umawianie się z upierdliwym pośrednikiem, który za żadne skarby nie chciał mi dać spokoju. Dlatego w momencie, gdy rozdzwania się mój telefon prawie podskakuję w miejscu, a mężczyzna ponownie spogląda w moją stronę. Mruczę w jego stronę ciche przepraszam i wychodzę do pokoju obok.
- Ala, nie dam rady przyjechać. Jestem z Agnieszką za miastem i właśnie utknąłem w gigantycznym korku, co jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe, zważając na godzinę. Wyślę zaraz po ciebie taksówkę, dobrze?
- Nie,nie, nie trzeba. Poradzę sobie. Mam tu blisko przystanek, szybko się dostanę do domu. - Wyszeptuję, wychylając się zza framugi i próbując zlokalizować pracownika biura nieruchomości, który zwraca ponownie na mnie całą swoją uwagę i posyła szelmowski uśmiech, a ja resztkami silnej woli powstrzymuję się od skrzywienia i zwiania stąd gdzie pieprz rośnie.
- Ala, dlaczego szepczesz?
- Łukasz, muszę kończyć. Zobaczymy się w domu. - Rozłączam się, potupując nerwowo obcasem o panele i mało brakuje, żebym zaczęła przemierzać kilometry po tym pokoju. - Cholera, niech cię piekło pochłonie. - Wystukuję numer, który nadal mimo woli znam na pamięć i wsłuchuję się w przerywany sygnał, licząc na to, że jedyna osoba która jest mi tu w stanie pomóc, zaraz odbierze..
- Halo? - Słyszę zaspany i lekko zdezorientowany głos w słuchawce i oddycham z ulgą.
- Matthew, błagam cię, przyjedź po mnie. Łukasz stoi w korku, a ja...
 - Gdzie jesteś?
- Na Nikolaya Ershova. - Rozłącza się, a ja klnę w myślach na własną nieodpowiedzialność. Prostuję się, poprawiam koszulę i pewnym krokiem ruszam w stronę tego popaprańca, wyciągając w jego stronę wyprostowaną dłoń i szybko się żegnając.
- Pani Alicjo, może jednak...?
- Jak już wspominałam, brat zaraz przyjedzie.  Możliwe, że już czeka, więc muszę się pożegnać, on nie lubi czekać. - Zbiegam po krętych schodach, robiąc tyle hałasu co Łukasz w nocy, gdy idzie po kubek mleka i wpada na taboret, stojący w przedpokoju. Oddycham z ulgą, gdy tylko dostrzegam srebrnego Forda i Matta, spoglądając nerwowo w okna budynku, z którego wybiegłam. Gdy przenosi wzrok na mnie od razu wiem, że jest wściekły. Wpadam do samochodu, nawet nie patrząc w jego stronę. Matthew się nie śpieszy. W irytująco wolnym tempie również wsiada i opiera głowę o zagłówek, nie odpalając silnika. Z uporem wpatruje się w przednią szybę, żeby po chwili przenieść swoje lodowate spojrzenie na mnie, a ja kulę się w sobie, czując jak dziecko, które nabroiło.
- Jesteś lekkomyślna. Pomyślałaś co by było, gdyby tam, na górze...
- Zwykle na spotkanie z pośrednikiem nie idzie się z myślą, że to zboczony psychopata, który tylko na ciebie czeka. - Przerywam mu. - Obudziłam cię, prawda? -Dodaję cicho, spoglądając za okno.
- Nie, ja... O kurwa. Zostawiłem gotujący się makaron. -  Zapala silnik i gwałtownie rusza, wjeżdżając w jedną z wąskich uliczek. A potem kolejną i  kolejną. Po pięciu minutach zatrzymujemy się pod jego blokiem. Zaglądam w okna, ale wszystko wokół wydaje się spokojne.
- To ja... poczekam. - Odchylam fotel do tyłu i wygodnie się rozsiadam.
- Jasne. - Drażni mnie to, że ciągle do mnie burczy. Jego jasne wcale nie oznacza zgody, bo po chwili otwierają się drzwi od mojej strony. - Zapraszam szanowną księżniczkę. - Kładzie nacisk na ostatnie słowo, wyciągając w moją stronę dłoń. Patrzę na niego spod przymrużonych oczu, przenosząc wzrok to na jego twarz to na rękę i nie mogąc się zdecydować. Niecierpliwi się, nachylając nade mną i odpinając pas. - Z tobą tak zawsze.  - Mruczy na wysokości mojej twarzy, obrzucając zdenerwowanym spojrzeniem, pociąga mnie za rękę, zmuszając do wstania i zatrzaskuje drzwiczki. Spoglądam na nasze splecione palce, jak za dawnych czasów i czuję się naprawdę dziwnie. Dziwnie z myślą, że kilkaset kilometrów stąd jest mój mąż, a ja wcale za nim nie tęsknie i to nie z nim chciałabym spędzić ten wieczór. Chwilę później otwieram okno na oścież, w czasie gdy Matthew wylewa wodę wraz ze spalonym makaronem do zlewu. - Wygląda na to, że dzisiaj ci nie zaproponuję wymyślnej kolacji. - Wzrusza ramionami, a ja zakrywam usta, żeby się nie roześmiać na widok jego zbolałej miny. - Czy ty się śmiejesz? Ty się śmiejesz! Śmiejesz się ze mnie! - Krzyżuje ręce na piersi, udając obrażonego, ale po chwili jego lewy kącik ust wędruje do góry.
- Herbata wystarczy. - Tym razem to ja wzruszam ramionami. I robi mi herbatę. Dokładnie taką, jak lubię. Najzwyklejszą czarną herbatę, z jedną łyżeczką cukru i miodu. Wodzę wzrokiem dookoła siebie, podziwiając minimalistycznie urządzone, ale bardzo przytulne pomieszczenia. Moją uwagę na dłużej zatrzymuje ramka. I nie mogę się powstrzymać, żeby wejść do jego sypialni, w czasie gdy Matthew zalewa swoją herbatę.  Biorę ją do ręki i palcem ściągam kurz z szybki, ktora chroni dwoje roześmianych ludzi. Odkładam ją szybko na swoje miejsce, biorę głęboki oddech i wracam do kuchni. Udając, że zostawiam przeszłość za sobą.

__________

Wiecie, że nic więcej nie mam już w zapasie? Będzie tragedia!

18 komentarzy:

  1. To ona ma męża? O_O nie ładnie tak Matt na kolezanke burczec jak akurat ciebie poprosiła o uratowanie tyłka. Świetny szablon *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło że ktoś to docenił, bo umęczyłam się z nim okrutnie ;___;

      Usuń
    2. Doceniam podwójnie bo sama nie umiem tego typu rzeczy ;)

      Usuń
  2. Ona ma męża? No to tym mnie zaszokowałaś. Na prawdę się tego nie spodziewałam.
    Śliczny szablon ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiego kurwa męża.?!
    No co? !
    nie spodziewałam się. :p
    a ten zamiast cieszyć się, że ją uratował to burczy cham ;D
    czekam na więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze, że przeczytałam to wcześniej i nie jestem taka zaskoczona jak inni, że ona ma menża! :D
    Głupku, jak nic nie masz, to wyczarujesz, bo jak nie, to rozleję na ciebie pięć litrów piwa na Octoberze, a takie marnotrawstwa chyba nie chcesz, luv, głupia ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i cudne tło. Takie no, kwiatkowe, o!

      Usuń
  5. Mąż? Jaki znowu mąż?
    Przyłączam się do zachwytóe nad szablonem choć za P. Andersonem się nie ślinię:)

    OdpowiedzUsuń
  6. mmm super ;d OD TYLE POWIEM :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojj, Koleżanko, cofam wszystko co wczoraj napisałam! Nie możemy czekać aż to do nas przyjdzie, bo ja (nie wiem jak Ty) raczej do dnia sądu ostatecznego żyć nie będę, a jednak chciałabym się dowiedzieć co z nimi będzie dalej. I hej, to oni razem tam byli w tej ramce, nie? W każdym razie pisz. Ja jestem w trakcie procesu nawenowywania się, może coś z tego wyjdzie - polecam! I to tyle, bo na więcej mnie nie stać.
    Całuski!

    PS: A ja z góry założyłam, że ten Igor to jej mąż, taki ze mnie jasnowidz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki podobny do mnie, Sus.
      Gio, śliczny ten szablon!

      Usuń
  8. Ojej, mąż? Trochę szok nie ukrywam. Ale przeszłość z Mattem, ah, musiała być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli ona ma męża? Niech szybko bierze rozwód i będzie z Mattem :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nadrobiłam! Cholerka, nie wierzę, że wcześniej tego nie przeczytałam. Mam wrażenie, że to opowiadanie jest zupełnie inne od wszystkich Twoich, innym językiem napisane, czy coś. W każdym razie, bardzo mi się podoba. Matt mi się podoba, jej próby zostawienia za sobą przeszłości mi się podobają. I ciągle zadaję sobie pytanie, skoro on jest w pewnym stopniu jej przeszłością, to jak ona właściwie chciałaby zapomnieć? To niemożliwe i - szczerze mówiąc - wcale jej tego nie życzę, bo ja bym takiego Matta prawdopodobnie przyjęła z otwartymi ramionami. No dobra, może najpierw bym się troszkę z nim podroczyła, ale koniec końców, poddałabym się.
    Czekam na nowość. Bardzo, bardzo, bardzo czekam.

    OdpowiedzUsuń
  11. To mój pierwszy komentarz u Ciebie. Dopiero niedawno trafiłam na Twoje opowiadanie. Szukałam czegoś z Matthew i znalazłam wiele opowiadań ale Twoje przypadło mi najbardziej do gustu. Podoba mi się ta niegrzecznosc w wykonaniu Matta . Jest arogancki i niezbyt miły ,ale zawsze jest skory do pomocy. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Gdyby nie stanowiło to dla Ciebie problemu mogłabyś informować mnie na moim blogu? Przy okazji zapraszam Cię na opowiadanie o Andrzeju Wronie . Oto adres jestes-wszystkim-czego-potrzebuje.blogspot.com . Buziaki . Meredith

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny ten Matthew tutaj. To była ich ramka? W sensie zdjęcie? Ciekawa jestem co dalej. Czekam na nowość i ściskam z przeproszeniami, że tak dawno mnie tu nie było i nie komentowałam.

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam!! ale, że mąż gdzies tam daleko czeka? dziwnie się zrobiło, no ale kto przy zdrowych zmysłach stojąc przy Matthew pamiętałby o mężu? i wydaje mi się, że on pod tą całą maską obojętności, wciąż za nią tęskni, o czym świadczyłoby zdjęcie w sypialni!
    czy mnie pamięć nie myli, czy ja Ciebie kojarzę z "brzmienia ciszy"?
    pozdrawiam.

    [why-do-you-build-me-up.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  14. łe, co, jaki mąż? Ja chcę tylko Matta *___*
    I piękny szablon, taki szaro-kwiecisty :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy