sobota, 2 sierpnia 2014

14| Nie chcę z nikim tańczyć





Słowo za słowem, kartka za kartką. Patrzyła na szybko poruszające się usta Mashy, usilnie próbując skoncentrować się na tym, co mówi. Jej komórka uporczywie wibrowała w kieszeni, więc w końcu odłożyła ją na szafkę. Siadła przy biurku, na przeciwko blondynki i zaczęła wypełniać swoje pierwsze papiery. 

- Jak idzie? - Łukasz wcisnął swoją głowę pomiędzy framugę a drzwi. Jego zaciekawione oczy wodziły od Mashy do Alicji. Co jakiś czas zaglądał na boki, upewniając się, że nikt się nie zbliża.

- Dobrze idzie. Ty też powinieneś iść, trener ci pokaże. - Szatynka wystawiła do niego język, jednym palcem poprawiając okulary na nosie. Ich czarne oprawki sięgały jej prawie do połowy policzka.

- Zrób obiad. Ty już będziesz po robocie, jak ja będę na drugi trening zasuwać, a nie zdążę nic kupić i ugotować. Dobrze?

- Może Adam zrobi. - Wzruszyła ramionami, posyłając mu w powietrzu całusa. Zaśmiała się, gdy siatkarz wywrócił młynka oczyma. Machnął ręką i zatrzasnął drzwi, gdy na korytarzu rozległy się czyjeś kroki.

Godzina. Druga, trzecia, czwarta. I tak dalej, aż do ósmej. Miarowe stukanie długopisu o blat ustało. Masha wzięła ostatni łyk czarnej kawy i rozprostowała zdrętwiałe od siedzenia ciało. Szybko się zebrały i wymieniając kilka uprzejmych zdań, razem opuściły halę. Odetchnęła z ulgą dopiero na świeżym powietrzu, czując jak opuszcza ją podenerwowanie. Zawiązała szalik wokół szyi i uśmiechnęła się na widok blondyna, opierającego się o samochód, z głową odchyloną do tyłu i zamkniętymi oczami.

- Nie śpij, bo cię okradną! - Uśmiechnął się, nadal nie ruszając. Podbiegła do niego i opierając ręce o klatkę piersiową wspięła na palcach, żeby złożyć na jego ustach długi pocałunek. Dopiero wtedy zdziwiony otworzył oczy, równocześnie obejmując ją w pasie.

- Za co to? - Mruknął, nie pozwalając odsunąć się jej ani na krok. Potarł jej policzek kciukiem, a między jego brwiami pojawiła się drobna zmarszczka. - Strasznie blada jesteś.

Wzruszyła nieznacznie ramionami, wyplątując się z objęć i obiegając samochód. Wsunęła się na miejsce, zapinając pas i poganiając Adama. Czuła fale ciepła, które buchały jej w twarz. Niespiesznie ruszyli spod hali, kierując się w stronę najbliższego supermarketu.

~*~

Play. Next. Next. Next. W końcu! Uśmiechnęła się do siebie, powoli poruszając w rytm muzyki. Z kuchni dochodziły przyjemne dźwięki czyjejś obecności, przygotowywania posiłku. Za oknem się rozpadało, a krople deszczu tworzyły taflę wody, swobodnie spływającą po oknie. Ekran laptopa rozświetlił się i z głośników wydobył się odgłos przychodzącego połączenia na Skype. Zarzuciła na siebie przyduży sweter i usiadła na krześle, podwijając jedną nogę i siadając na niej. Jedno szybkie spojrzenie pozwoliło na to, żeby serce podeszło jej do gardła. Matt Anderson dzwoni... Nie mogła w to uwierzyć. Nie potrafili ze sobą porozmawiać w cztery oczy, a co dopiero w ten sposób. Przez chwilę się wahała, ale gdy tylko Adam pojawił się w futrynie drzwi ona odrzuciła połączenie, z hukiem zamykając laptopa.

- Gotowe głodomorze. - Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Nie chciała nic przed nim ukrywać, a z drugiej strony wiedziała, jaka będzie jego reakcja. To było aż nadto przewidywalne i przerażało ją.

Zarumieniła się na myśl tego, co poczuła, widząc te kilka prostych słów. Korciło ją, żeby ponownie otworzyć laptopa i... Wstrząsnęła głową,  jakby chciała pozbyć się natrętnych myśli. Wstała i pozwoliła złapać się za rękę. Zmarszczyła nos zadowolona, gdy poczuła przyjemny zapach lasagne.

- Muszę cię częściej tak wykorzystywać.

- Jakie wykorzystywać? - Mruknął, podając jej sztućce. Pochylił się i szybko ją cmoknął w szyję. - Ja liczę na coś w zamian! - Uniosła brwi do góry, ale zaśmiała się wesoło.

Przez ciebie chce mi się krzyczeć na całe gardło.
To boli, ale nie będę z tobą walczyć.

Naczynia myła z zawziętością godną podziwu, jakby chciała zmyć z siebie wszystkie wspomnienia ostatnich dni. Dioda laptopa ciągle migała, przypominając jej o tym, że nie został wyłączony i ciągle może tam zerknąć. Chciała zerknąć, w końcu była tylko człowiekiem, czasami zbyt ciekawskim. Podświadomie zdawała sobie sprawę, że w ten sposób sama sobie szkodzi, sama rozdrapuje stare rany, które zdążyły się odrobinę przez te kilka lat zagoić, a teraz otwierają się na nowo, a ból temu towarzyszący wszystko przypomina. Nie chciała się narkotyzować swoimi ranami, znaczyć kolejnych rys w swojej głowie.

- Wiesz co? - Do kuchni wszedł Adam, opierając się o blat tuż obok niej, tak żeby widzieć jej twarz. - Pomyślałem sobie, że powinniśmy coś wynająć, we dwoje. - Gąbka i talerz zastygły w jej dłoniach. Wstrząsnęło nią to potworne uczucie, którego nie potrafiła nawet zdefiniować. Mruknęła coś niezrozumiale, uciekając wzrokiem w inną stronę. - Chciałbym, żeby to między nami zaczęło mieć ręce i nogi. Rozumiesz, prawda?

- Przecież ma. - Odparła w końcu, trochę z rezygnacją. Sama w to nie wierzyła. Adam westchnął bezradnie. Wytarła ręce w ścierkę.

Nie chcę z nikim tańczyć
Tańczyć z nikim, tańczyć z nikim

Ruszył za nią, gdy opuściła kuchnię. Zatrzymał ją w połowie salonu, łapiąc za nadgarstek i zmuszając do spojrzenia na siebie. Usta miał zaciśnięte w cienką linię. Był zawiedziony, rozgoryczony, może trochę zły.

- Tak ma to wyglądać? Już zawsze? Ja, ty i kilka innych osób między nami?

- Adam, proszę cię, nie zaczynaj znowu. Przecież doskonale wiesz, jaka jest moja sytuacja. Mam męża, który w dodatku jest twoim bratem. - Dobitnie zaakcentowała ostatnie zdanie, bezwiednie dając mu do zrozumienia, że na nic więcej nie może liczyć. - Nie mogę ci gwarantować nic więcej. Na razie.

Wyraz jego twarzy się nie zmienił. Przez chwilę zobaczyła ten błysk w oku i zanim się obejrzała, została przygwożdżona do ściany. Wpił się gwałtownie w jej usta, miażdżąc je swoimi, ale nie zareagowała. Była bierna i poddała się jego zachciankom. Jakby chciała się usprawiedliwić i zagłuszyć wyrzuty sumienia, które ją obwiniały o to, co się z nim dzieje, jaką krzywdę robi mu w rzeczywistości. A przecież ona nigdy nie chciała pogrywać z jego uczuciami.

~*~

Westchnęła cicho, spoglądając na latarnię, rozświetlającą pobliską okolicę. Słyszała jego spokojny oddech i czuła ramię, którym zaborczo przyciskał ją do siebie. Czuła, że się dusi. Z minuty na minutę coraz bardziej ogarniała ją panika. Wyswobodziła się z uścisku, prawie go budząc. Narzuciła na siebie szlafrok i na palcach wyszła do salonu, zamykając za sobą drzwi. Z drżącymi dłońmi usiadła przy stole i zaczęła stukać paznokciami o blat. Powiodła wzrokiem po obrazach na ścianie i zatrzymała go na srebrnym zegarze, który swoimi czarnymi wskazówkami pokazywał godzinę dokładnie dwunastą piętnaście.

- Ty głupia krowo. - Mruknęła do siebie, otwierając laptopa. Przygryzła paznokcie, gdy zobaczyła zieloną kropkę przy jego nazwisku. Odchyliła się powoli do tyłu i rozejrzała dookoła, sprawdzając czy nikt jej nie podgląda. Poczuła się jak oszustka. Potarła ze zmęczenia twarz. Była wyprana emocjonalnie.

Dzwoni...

Chwilę potrwało, zanim odebrał. Pochylił się w stronę ekranu, niedowierzając w to co widzi. Przez tą sekundę mogła czytać z jego twarzy jak z otwartej księgi. Usiadł, nie odzywając się. Ona też nic nie powiedziała. Dokładnie tego się spodziewała. Że nie będą potrafili ze sobą rozmawiać. A może po prostu nie wiedzieli, co mogliby sobie nawzajem powiedzieć.

'Matthew, natychmiast wracaj do łóżka. Nie mam zamiaru zaspać rano.' Nie rozpoznała głosu, który niewyraźnie przebił się z głośników, pośród szumów.

'Alice...' Miał zaspany głos. Spanikował.

'Muszę kończyć'. Odparła zrezygnowana i nie czekając na reakcję z jego strony rozłączyła się, a zaraz po tym wylogowała. Wyłączyła laptopa i cicho go zamknęła. Jeszcze dobre dziesięć minut siedziała w ciemnościach, zanim wstała i wślizgnęła się na miejsce obok niego. Naciągnęła kołdrę po samą szyję i przycisnęła twarz do boku Adama, rękoma obejmując w pasie. Ty hipokrytko.

Nie chcę z nikim tańczyć
Tańczyć z nikim, tańczyć z nikim poza Tobą

9 komentarzy:

  1. No i co ta Alicja robi? Nienormalna jakaś. A niech ją piorun strzeli, może się opamięta

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesli by przełożyć ten rozdział na jakis obraz widzialabym białe poszarpane strzepy materialu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można to i tak ująć, coś w tym jest.

      Usuń
  3. Nie wiem co te opowiadanie ze mną robi, chce mi się płakać :<
    Nie moge uwierzyć, że Alicja tak postępuję nie kocha Adama, nie kocha męża a Andersona, ale w wyniku przeszłości boi się do tego przyznać !

    Jak zalogowałam się na bloggera i zobaczyłam, że dodałaś rozdział złapałam niesamowity zaciesz :) Co Twoje opowiadanie ze mną robi?

    Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie czas na płacz!
      I cieszę się, co to opowiadanie z Tobą robi! Bo to znaczy, że nie są to tylko puste słowa.

      Usuń
  4. Matko, Gio, co to za tragedia się tu dzieje! Ona jest tak bardzo zagubiona, że ja nie podejrzewałam, że to jest w ogóle możliwe. I ja w sumie lubiłabym to jej zagubienie, ale ona tym zagubieniem robi Adamowi taką wielką krzywdę! Nie rób krzywdy Adamowi, Gio, on się stara za nich oboje, a ja go lubię.
    (Chociaż wiem, i tak nic z tego nie będzie, bo ona głupia ma w głowie tylko Matta bla bla bla. Ale warto mieć nadzieję, prawda?)

    Mam nadzieję, że wen nie będzie zbytnio kaprysił! <3
    Su

    OdpowiedzUsuń
  5. wreszciewreszciewreszcie! jeden z najlepszych blogów jakie czytałam <3 czekam tylko teraz na to aż Alicja rzuci Adama i wreszcie uda jej się z Mattem ^^ chce więcej scen z nimi razem, bo one są najlepsze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, ale oni mi się jakoś tak w dwie różne strony rozjeżdżają :(

      Usuń
  6. Ah oj jej czemu ona dalej brnie w cos co ie am sensu .. nie kocha ani jednego ani drugiego .. może pora na rozwód i odpocząć ??

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy