środa, 27 sierpnia 2014

16| Traktat o łuskaniu fasoli

Hej Ziel, to dla Ciebie, otrzyj łzy.


Te błyszczące światła pochodzą zewsząd
Sposób, w jaki nią trafiają, ja po prostu przystaję i gapię się
Jestem naćpany z miłości całkowicie i ona to wie
Myślę, że wie
Myślę, że wie

Usiadła na piętach i wysunęła spod łóżka pudełko w chabrowym kolorze, szczelnie oklejone dookoła taśmą. Niecierpliwie zaczęła je odpieczętowywać, momentami zrywając wraz z tekturą pudełka. Odrzuciła pokrywkę na łóżko, zawartość wysypując na dywan. Spośród niezliczonej ilości zdjęć wygrzebała to, którego szukała. Zdjęcie, które trzymała w swoich dłoniach i identyczne, znajdujące się kilka ulic stąd, w okurzonej ramce, na komodzie. Przejechała po nim palcem, ścierając niewidzialną powłoczkę kurzu. Tylko chwilę się mu przyglądała, potem trafił razem z całą resztą z powrotem na swoje miejsce. Wstała i wychyliła głowę zza drzwi, nasłuchując kto jest w domu.

Przemierzyła salon w stronę jedynego dźwięku, jaki do niej docierał. Stukot palców o klawiaturę wypełniał całą kuchnię. Usiadła na stołku, na wprost Adama. Jeszcze chwilę się zastanawiała, zanim poprosiła o to, żeby porozmawiali, żeby się nie denerwował. Rozważała, czy powinna wszystko oddzielić jedną, grubą kreską. Czy się nie myli, czy nie popełnia błędu pod wpływem chwili, która akurat wydawała jej się najodpowiedniejszą  z możliwych. Bała się mu spojrzeć w oczy, może trochę też wstydziła. Wstydziła się tego, co czuje, a czego nie. Tego, co mu zrobiła i jaka była w tym okrutnie samolubna. Wstydziła się swoich słów, drżących rąk i warg, łez wzbierających pod powiekami, gdy oznajmiła mu, że nigdy z nim nie zamieszka. Kiedy zdania, istne potoki zdań, wypadały z jej ust jedno za drugim. O tym, że on ma żonę, ona męża. O tym, że on może wszystko jeszcze sobie ułożyć, ale bez niej, bez Alicji. O milionach powodów, dlaczego nie potrafi, nie chce z nim być. Aż w końcu o tym, że jest jej przyjacielem. Tylko przyjacielem. I o tym, że nie potrafi pokochać go taką miłością, na jaką on liczy.

A potem długo płakała na łóżku, wtulona twarzą w poduszkę, kiedy on wyszedł, trzaskając drzwiami. Bez słowa. Wtedy dałaby naprawdę dużo, żeby krzyczał, żeby ją wyzywał, żeby był zły, żeby powiedział jej, że nigdy na nikim się tak nie zawiódł. Zamiast tego poczęstował ją pustym spojrzeniem, nieznacznym kiwnięciem głową. A potem wyszedł i tak naprawdę gdyby nie to, że w szafie w sypialni znajdowały się jego rzeczy, nie wiedziałaby czy wróci. W dłoniach miętosiła Traktat o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego, narkotyzując się co bardziej pasującymi fragmentami książki. To prawda, że całe życie musimy udawać, aby żyć. Nie ma chwili, żebyśmy nie udawali. I nawet sami przed sobą udajemy. W końcu jednak przychodzi taka chwila, że nie chce nam się dłużej udawać. Stajemy się sami sobą zmęczeni. Nie światem, nie ludźmi, sami sobą. I wbrew sobie, głęboko w środku, czuła spokój. Czuła się wolna. Wolna od wyrzutów sumienia, od dręczących ją myśli, od kłamania samej sobie.

- Ala? Ala, jesteś... - Łukasz bez pukania wszedł do pokoju, zatrzymując się wpół kroku i wpół zdania. Nie zdążyła zmazać czarnych smug, które utworzyły się na jej policzkach. Nic nie powiedział. Po prostu usiadł obok niej, przyciągając do siebie i pozwalając, żeby się do niego przytuliła. - Chodzi o Matta, prawda?

- Nie. Tak. Między innymi. - Pociągnęła nosem. Kiwnął ze zrozumieniem głową, chociaż ona miała wrażenie, że już dawno się w tym wszystkim pogubił. - Koniec mazania.- Wytarła policzki i uścisnęła szybko Łukasza. W łazience omyła twarz i uśmiechnęła się, trochę pocieszająco, do swojego odbicia. Bo przecież najgorsze już za nią. A może nie?

~*~



Srebrny Ford stoi przed blokiem, pośród kilku innych samochodów. Alicja zadarła głowę do góry, spoglądając w okno, ledwo rozjaśnione bladym światłem. Odwzajemniła uśmiech kobiety, która podtrzymała dla niej drzwi. Po schodach wchodziła powoli, głęboko oddychając. Nacisnęła dzwonek, zdecydowanym ruchem, tak żeby usłyszeć jego drażniący dźwięk. I żeby on usłyszał, dobitnie. Żeby w tym jednym dźwięku usłyszał wszystko, co ona chciałaby mu przekazać. Otworzył jej z posępną miną. Jego wyraz twarzy był tak obojętny, że przez chwilę miała wrażenie, że jej żołądek wywraca się na drugą stronę.

- Cześć. Mogę...? - Zapytała niepewnie. Matthew odsunął się na bok, niedbałym gestem zapraszając do środka. Powiesiła kurtkę i torebkę na wieszaku, kierując się do salonu. Usiadła po jednej stronie sofy, a on na jej drugim końcu. Pogładziła dłonią skórzany materiał, starając się odwlec wszystko w czasie jak najdłużej, bo nie przyszykowała żadnej patetycznej przemowy. Sądziła, że będzie to dla niej łatwiejsze, ale srogo się przeliczyła. Matthew spoglądał na nią chłodnym wzrokiem. Tym samym, którym ją częstował tuż po pierwszym spotkaniu w Kazaniu. Tym, którego nie mogła znieść. Utkwiła w nim swoje tęczówki, niemo błagając go o jakiś gest, który by to wszystko ułatwił. On natomiast pozostał niewzruszony, jedynym ruchem który wykonał, było przesunięcie dłonią wzdłuż swojego uda. 

- Po co przyszłaś, przyjaciółko? - Zapytał. Miała ochotę się wzdrygnąć na to słowo, wypowiedziane w ten sposób, z taką kpiną, a zarazem irytacją, która wymalowała się również na jego twarzy. Był na nią wściekły. Do granic możliwości.

- Pamiętasz, jak kiedyś tłumaczyłam ci polskie piosenki? Mogę zamknąć drzwi, klucz wyrzucić i wiem nie uda się zapomnieć. Mogę uciec gdzieś by nie widzieć cię, już nie umiem Cię zapomnieć. - Wyszeptała, po czym wzruszyła ramionami, jakby tym niewielkim gestem chciała powiedzieć, że nic nie poradzi na to, co czuje.

- Nie pamiętam.

- Szkoda. - Wstała, w jednej chwili decydując się na wycofanie ze swojego postanowienia. Nie była na to gotowa, a on nic nie ułatwiał, dodatkowo wszystko komplikując.

- Przestań w końcu uciekać. - Syknął, wstając tuż za nią i zagradzając drogę. - Pamiętam tą cholerną piosenkę, męczyłaś mnie nią dobre pół roku. Teraz powiedz mi wszystko, co chcesz mi powiedzieć, bo ja ci niczego nie ułatwię. - Oznajmił. Przesunął dłońmi po jej nagich ramionach, zostawiając za sobą gęsią skórkę. Niczego nie ułatwiał, ale nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo utrudnia. Swoimi błękitnymi tęczówkami rozpraszał ją jak zawsze.

- Kocham cię. Kocham i nie potrafię przestać, chociaż się starałam. Cholernie się starałam. - Jęknęła, a w kącikach oczu wezbrały jej łzy.

Poczuła, jak jego wszystkie hamulce puszczają, gdy złapał ją za policzki, wpatrując się w oczy z takim pragnieniem, którego już dawno nie widziała. Czuła na sobie żar jego spojrzenia, prześlizgującego się od jej szeroko otwartych oczu do zaróżowionych warg. Zacisnęła dłoń na jego koszulce, drugą obejmując za szyję i wpijając się w usta. Jego miękkie dłonie przesunęły się w dół, wkradając się pod materiał cienkiej bluzeczki. 

- Potrzebuję cię Matt. - Westchnęła, gdy przejechał ustami wzdłuż szyi. Odchyliła głowę do tyłu, bez słów błagając o więcej. Czuła jego opuszki palców na całym ciele, jakby zostawiały po sobie niewidzialny, gorący ślad. Złapał ją pod pośladkami, podnosząc jakby nic nie ważyła i ułożył na sofie, nakrywając swoim ciałem. Nie bawili się w delikatność. Pragnęli siebie teraz, tutaj, natychmiast. Zerwała z niego niecierpliwym ruchem koszulkę, przejeżdżając po napiętych mięśniach brzucha. Ściągając z niej ubrania, na nowo poznawał ciało, rozpalając zmysły obojga do granic możliwości. Zjechał ustami pomiędzy zagłębieniem między piersiami, aż po pępek, zataczając wokół kółko i składając delikatne pocałunki na biodrze. Przerwał na chwilę, zrównując się z nią twarzą i odgarniając zasłaniające jej twarz kosmyki włosów.

- Już mi więcej nie uciekniesz. - Szepnął, rozchylając jej wargi swoim językiem. 

- Już nie chcę uciekać. - Mruknęła między kolejnymi pocałunkami, drżącymi dłońmi rozpinając jego pasek i zsuwając spodnie razem z bokserkami. Złapał ją pod kolanem, a ona objęła go nogami w pasie i przyciągnęła do siebie jeszcze mocniej. Wbiła palce w jego silne barki, gdy poczuła jak w nią wchodzi. Odchyliła głowę do tyłu, wyginając się w jego stronę, chcąc być jeszcze bliżej niż to możliwe. Dłonią drażnił jej pierś, ani na chwilę nie odrywając swoich warg od jej ust. Pożądał jej z każdą chwilą coraz mocniej, pozwalając się wydostać wszystkim hamowanym od lat emocjom, całkowicie się przed nią otwierając, obnażając i fizycznie i emocjonalnie. Poruszał się rytmicznie, z każdym razem wypełniając ją coraz bardziej, coraz głębiej. Uśmiechnął się, słysząc jej ciche pomrukiwanie. Praktycznie w tym samym momencie zastygli w uścisku, pozwalając rozlać się przyjemnemu ciepłu po ich drżących ciałach. 

- Jesteś moim całym światem, Alice.

24 komentarze:

  1. Okej. Zwykle nie strzelam serduszkami, ale <3<3<3 Ojeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra a tak teraz jak juz przestałam hiperwentylować. Ktos tu w końcu poszedł po rozum do głowy i wyszło z tego coś przepieknego tak trochę desperacko pięknego. To prawda ze czasami cisza zabija bardziej niż najgłośniejszy krzyk. Oni oboje sobie po trochu wyrzadzili krzywdę. Nie przesadziłas z tą słodkością, bo skoro mam nadawać rozdziałom kolory to ten jest czerwono pomarańczowy a nie różowy. Desperacja to właściwe slowo. Odnoszę wrażenie ze oni pragnęli siebie tak wlasnie. Dusząc uczucia przez kilka lat tylko je spotegowali. Pytanie tylko na co Alice jest chora, bo jest z pewnością.

      Usuń
    2. Już niedługo się wszystko okaże, zwłaszcza że bliżej nam do końca niż do początku :)

      Usuń
  2. Ojeju. W końcu czuję, że jest u nich idealnie. W ich relacjach, życiu i postanowieniach. To był tak cudowny i słodki rozdział, że znów ojeju. Uwielbiam takie słodkości, bo przynajmniej nie idą w dupę. Nic nie cieszy mnie dziś bardziej niż ich również idealne spotkanie. Też mogę już tylko.poserduszkować. Gio, cudownie mi robisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, teraz rozważam, czy nie przedobrzyłam z tą słodkością...

      Usuń
    2. Coś ty! Między nimi przez tak długi czas nie było słodko ani nawet pół-słodko, że ta ilość jest odpowiednia.

      Usuń
  3. traktat o łuskaniu fasoli <3

    hej Gio, trochę mi głupio, bo ja nigdy nie będę ci mogła zadedykować czegoś równie pięknego. A tak w ogóle to prawie już nie ryczę. Może trochę, jak odtwarzam sobie przez cały dzień dzisiaj to piękne, cudowne Jesteś moim całym światem Alice.
    jakoś mi tak lekko i pięknie teraz. Kocham cię. Chyba tak samo mocno jak Matthew Alicję.


    OdpowiedzUsuń
  4. Ja i mój żałosny komentarz... To jest, jest poprostu zapierajace dech w piersiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie ma żadnych żałosnych komentarzy.

      Usuń
  5. Wszystkie rozdziały były cudowne, ale ten po prostu rozjebał system!
    Najlepszynajlepszynajlepszy! Tyle na temat i czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba zabrakło mi nawet słów. Sprawiasz ,że z rozdziału na rozdział czekam coraz bardziej na kolejny. Naprawdę nie wiem co mogę napisać , więc może powiem tak : jesteś po prostu genialna . <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło, kurcze, chciałabym być genialna, ale zbyt wiele niedociągnięć tutaj widzę ;)

      Usuń
  7. :D brawoooo rozbiłaś mnie na kawałki:d nie spodziewałam sie tego zupełnie

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaraz ci to tutaj skomentuję, tylko spróbuję ogarnąć myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkurzylas mnie. Wkurzyl mnie ten blog, bo wyprodukowałam w końcu komentarz, po tylu dniach i kuzwa nagle zniknął, a przynajmniej ja go tu nie widzę. A tak się w nim wyladowalam. No kuzwa, przecież tu wszystko jest nie tak jak powinno. Nie to mi obiecywalas, a może ja sobie wmowilam ze mi to obiecalas. No ale chyba jestem jedyna osoba której się to nie podoba. No bo ilez można płakać? A ona ciągle płacze a oni wszyscy ciągle się obok niej kręcą i na koniec wybiera nie to co powinna. No nie. No nie.

      Usuń
    2. To jeszcze nie koniec. Obietnica zostanie dotrzymana.

      Usuń
    3. Jeśli tak, to wiedz, ze nawet w gniewie nie przestałam cię kochać !

      Usuń
  9. Nareszcie Alicja i Matt doszli do porozumienia. Mam nadzieję, że tak już pozostanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. cudowne! no i stało się, nareszcie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój Boże! Głupia, głupia operacja! Przez nią nie zauważyłam TEGO wcześniej, a dopiero teraz, kiedy weszłam przeczytać jeszcze raz poprzedni rozdział... Gio, ja nie wiem, co mam powiedzieć. Nareszcie Ala przyznała się do potrzeby Matta, a Matt ją do siebie wziął. Ale, Gio, ja wyczuwam, że chcesz mi złamać serce. Nie łam mi serca, dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowie na pierwszym miejscu!
      Nie mogę Ci tego obiecać! Ale w razie czego, kupię takie fajne plasterki z Hello Kitty i będzie odrobinę lepiej :)

      Usuń

Obserwatorzy